portwajn blog

Życie minione, życie obecne. Aktualnie głównie o pewnym młodym człowieku

- Bo wiesz mamo, mam narzeczoną, Jadzię.
- A co to znaczy „mieć narzeczoną”?
- No wiesz, to tak jak ty i tata. Właściwie to ona powiedziała, że zostanie moją narzeczoną, jak do piątku poprawię swoje zachowanie; ale ja chyba nie chcę, żeby ona była moją narzeczoną…
- A dlaczego nie chcesz?
- Bo pomiędzy nami jest bardzo dużo różnic. Ona jest najgrzeczniejsza w całym przedszkolu, a ja: raz tak, raz tak. I nie chcę tego zmieniać.
#rozmowyzAntonim

Wchodzę do sypialni (swojej!); Antek z Jankiem turlają się po łóżku, uprawiając lokalne MMA, skrzyżowanie zapasów z judo. Antek unosząc głowę, ostrzegawczym tonem:
- Tu jest teren woj-sko-wy!

Mościmy się z Antkiem w łóżku rodziców. Ja z tej, ja z tej, rodzi się z tego wesoła przepychanka, która nieoczekiwanie sprawia, że zawisam większą częścią jestestwa za krawędzią wyrka, a dwie wciąż nieduże stopy radośnie wpierają się w moje plecy, zagrażając nawet tej chwiejnej równowadze.
- Antosiu, czy ty chcesz mnie naprawdę zepchnąć? Na podłogę? Taką twardą i deszczaną?
- Tato. Masz przecież dużo ciała. Nie będzie Ci twardo.

Kiedy wokół eksploduje entuzjazm z powodu wyjścia reprezentacji Polski w piłce nożnej z fazy grupowej, nawet osoby umiarkowanie zaangażowane w futbol (jak ja) miewają coś do opowiedzenia.

Opowiem najpierw jedną anegdotę: jakieś dwa lata temu zapomniałem PINu do jednej z kart bankomatowych. Stało się to w bardzo dziwnych okolicznościach: właśnie włożyłem kartę do bankomatu, kiedy zadzwoniła moja żona, odebrałem telefon i chwilę rozmawiałem, czekając aż wyświetli się okno do wpisania PINu – i kiedy wreszcie się pojawiło, zamarłem, bo nie wiedziałem co wpisać. Jakaś synapsa przeskoczyła na inny akson, komórka pamięci zamknęła się z trzaskiem i pozamiatane. Spróbowałem dwa razy, błędnie, i tak jakoś zostało, nie miałem czasu na wymianę, karta została jako płatnicza zbliżeniowa, dopóki i ten kanał nie zażądał PINu (dobry rok jak nie dłużej, co pogłebiło we mnie umiarkowane zaufanie do deklaracji banków).

W jakiś czas później stałem przy bankomacie, czekając aż przemieli kartę i wyświetli okienko PINu, zadzwonił telefon, tak, żona, odebrałem i już wiecie co się stało. Synapsa przeskoczyła z powrotem, komórka pamieci się otworzyła, na ekranie umysłu wyświetlił mi się wielkimi czerwonymi cyframi PIN do tamtej karty, wyłuskałem ją z portfela, nieużywaną od jakiegoś czasu, wrzuciłem do bankomatu, poszło od pierwszego razu, PIN zgodny. Od razu przypomniałem sobie moment zapomnienia PINu, i poczułem dziwne uczucie nieprzerwanej ciągłości tych dwu zdarzeń; świat stał się odrobine dziwniejszy, jakby ktoś wyjął go w czwarty wymiar, odrobine przekrecił i odstawił na miejsce, a to co pomiędzy istniało tylko w wyobraźni.

Jest rok 1986, upalny czerwiec, polska reprezentacja w Meksyku, która miała powtórzyć sukces z Barcelony, w uliczkę wyskoczy Boniek, finału może nie będzie ale…, rozczarowująco zremisowała z zaskakującym Marokiem, wymeczyła gol Smolarka z Portugalią, dała strzelić hat tricka Linekerowi, wyczołgała się z grupy na trzecim miejscu i te nadzieje, że może jednak, punkt do punktu, matematyczne szanse, pramatka kalkulacji przez najbliższe trzydzieści lat, wszystko to spektakularnie gruchnęło o ziemię, kiedy cztery zero z Brazylią pokazało komu jakie miejsce. Jest popołudnie, ja wpisuję mozolnie wyniki na naklejce z drabinka turniejową ze „Świata Młodych”, Brazylia, potem odpadnie z Francją, a ja jeszcze nie wiem, że album z naklejkami z KAWowskiej serii „IS – Album dla kolekcjonerów” – „Piłkarskie Mistrzostwa Świata” z epopeją z 1982 r. pozostanie na długie lata jedyna pamiątką świetności polskiej piłki.

Coś odebrano, coś wróciło.

„Polska! Białoczer-woni!” – fajnie jest kibicować z synem. Antosiu, zrobili Ci prezent na urodziny, że ho.

W rozmowie Młody użył słowa „ćwiczny”. Zastrzygłem uszami.

- Antosiu, co to znaczy „ćwiczny”?

- Ćwiczny, tato, to znaczy robienie tego, czego jeszcze nie potrafię – wyjaśnił młody męsk. I dodał z przekonaniem: – Ale się nauczę!…

Filip: – No widzisz, Adam, tym się różnimy. Konkretnie – tym się różni mężczyzna, który dba o siebie od mężczyzny, o którego dba żona.
Ja: – Nie da się ukryć, że żona o mnie dba. Antosiu, a ty będziesz dbał o siebie, czy żona będzie o Ciebie dbać?
Antoni (poważnie, dłubiąc w kolacji): – Ja będę dbał o żonę.
Mama: – ….(odebrało jej mowę)

- A co jeszcze można ssać? – zapytał młody ssacz musu jabłkowego „Kubuś”, trenując nowe, trudne słowo.
- No wiesz, różne rzeczy – zająknąłem się lekko. – O, na przykład małe dzieci ssają mleko z mamy piersi,  pamiętasz jeszcze? A starsze mogą na przykład ssać słodkie skondensowane mleko z tubki.
- To śmieszne – skomentował Antoni.
- Co śmieszne?
- No mleko z nogi.
- Z jakiej nogi?
- No stópki.

Po przedszkolu podjechaliśmy trzy przystanki autobusem odebrać auto od mechanika. Idziemy wąską dróżką trzymajac się za łapki i gadając o tym i o tamtym, gdy nagle Antoni przerywa chwilę ciszy:

- Tatusiu, a dlaczego nie ma końca świata?

- Antosiu, mama się wkurzy. A poza tym będziesz pachniał damskim żelem.
- Jak to – zaśmiał się od serca młody męsk, ślizgając się na pupie i boku po półcentymetrowej warstwie lawendowego żelu pod prysznic, pokrywającego całą podłogę kabiny prysznicowej. – A co to jest damsk?
Nie mogłem zachować powagi widząc piruety i zwody godne zapaśnika w kisielu. I głeboką, serdeczną radość w oczach Młodego.
W łazience pachnie damskiem jeszcze po trzech dniach.

- Antosiu, na pewno chcesz użyć tego żelu pod prysznic taty? To fajny, ale dość mocny, męski zapach.
- Tak. Będę pachniał jak męsk – powiedział poważnie młody męsk.


  • RSS